Historia, a kosmetyka

Mogłoby się wydawać, że pogoń za pięknym wyglądem jest znakiem naszych czasów jednak nic bardziej mylnego. Zastrzyki z jadu kiełbasianego, odsysanie tłuszczu, implanty a kiedyś wapno, ołów, rtęć. To wszystko w imię piękna. Kobieta zrobi wszystko, by stać się piękniejsza, czasami płacąc zdrowiem czy życiem. Starożytni Egipcjanie przykładali dużą wagę do usunięcia owłosienia ze swoich ciał. Eleganckim, bogatym paniom golono głowy i zakładano peruki. Zdejmowano je jedynie, gdy miało dojść to intymnych spotkań z mężczyznami, gdyż dotykanie kobiecej łysiny było czynnością wybitnie erotyczną. Przez tysiące lat uważano, że bladość jest oznaką piękna. Damy unikały ekspozycji na słońcu ochraniając się parasolkami, szczelnie zakrywającymi ciało sukniami, rękawiczkami i kapeluszami z szerokim rondem, ale bez denka. Opalenizna charakteryzowała biedaków, zaś bladość kobiety wysokiego statusu społecznego. Unikanie słońca za murami pałaców nie wystarczało, wymyślono więc kosmetyki rozjaśniające. W czasach średniowiecza, aż do końca XVIII wieku najpopularniejszym kosmetykiem rozjaśniającym cerę modnych dam był makijaż na bazie bieli ołowiowej. Kosmetyk zyskał mistyczną nazwę Duchy Saturna. Ukrywał one straszliwe skutki jego długotrwałego stosowania, takie jak utratę włosów czy śmierć w wyniku zatrucia organizmu.

Comments are closed.